Dzwonek do SCHRONU
listopad 9th, 2009
Ktoś krzyknął … spierdalamy do schronu i poleciałem jak owca do schronu

kurwa nie ma dzwonka jedynie zajebista dziura w metalowych drzwiach. Wydarłem mordę otwierać - zapytali o legitymację której oczywiście nie miałem. Zajebalem z kopa w metalowe wrota i oczom moim ukazaly się drzwi do schronu przeciw atomowego. Ufff co za ulga.

Okazało się że nie ma prądu i zaraz się podusimy ale po 20 minutach pojawił się atomowy elektryk i zrobił co trzeba… byliśmy uratowani.

W schronie przesiedzieliśmy 4 tygodnie srając do wiaderka i chrupiąc suchary popijane śmierdzącą woda z baniaków które stały tu 40 lat. Szkoda że w schronie nie było łączności bo wyszlibyśmy dużo wcześniej. ŁOTEWER było fajnie bo jeden gość miał spory zapas fajek i dobrego samogonu do produkcji którego wykorzystał miód. Po prostu jazda bez trzymanki. Jedna babka przez cały czas opowiadała nam o wyższości miodu naturalnego nad sztucznym.




